- Co miałbym zrobić, niech Pan powie, bo ja muszę iść do pracy. Gdziekolwiek. Jestem z Legnicy, ale pracować mogę wszędzie. – zadajemy pytanie podając się za zdesperowanego, szukającego pracy mężczyznę. Odpowiedź jest natychmiastowa. – Ja ci powiem, jak to wszystko działa. Biorę za załatwienie pracy z góry 500 złotych i 500 złotych przy pierwszej wypłacie za cały miesiąc. Pracę załatwiam w ciągu 3 tygodni maksymalnie. Podpisuję umowę u siebie w domu, żebyś wiedział gdzie mieszkam. W razie gdybym Ci nie załatwił pracy, albo badań byś nie przeszedł to masz zwrócone pieniądze. To jest praca wyłącznie w kopalni na dole. W Polkowicach Zachodnich. W Zanam Legmet. – odpowiada mężczyzna, który dość szumnie zamieszcza w internecie ogłoszenia. Wielu bezrobotnych „łyka przynętę”, bo treść anonsu daje im nadzieję: „Przyjmę do pracy pod ziemię, bez doświadczenia. Zarobki w granicach 3 tys zł.”
Mężczyzna nie wie, że cała rozmowa jest rejestrowana przez cyfrowy dyktafon. W obecności Andrzeja Andrzejewskiego, dziennikarza Polskiego Radia. Pyta o wykształcenie i wiek. Wydaje się, że ukończenie przez szukającego pracy, zasadniczej szkoły hutniczej jest mu na rękę. Kiedy słyszy entuzjazm z naszej strony dotyczący sporych zarobków w kopalniach KGHM odpowiada lakonicznie - No ja wiem czy to tak dużo? 2500 – 3000 złotych na rękę.
Jak zatem dostarczyć pieniądze, pytamy. - Musiałbyś do mnie przyjechać do domu. Jestem z Rudnej. Jak byś chciał to ja cię mogę z Lubina autem zabrać – informuje.
- Niekiedy determinacja, żeby tu pracować jest taka, że ludzie są gotowi dać pieniądze. Natomiast nie znam przypadku, żeby rzeczywiście ktoś taką łapówkę – mówiąc po imieniu - wręczył i został do pracy przyjęty. Jest to sprzeczne z naszymi zasadami. Żaden nasz pracownik praktycznie nie ma możliwości składania takich obietnic – mówi Dariusz Wyborski, rzecznik prasowy KGHM Polska Miedź S.A., który przestrzega wszystkich, że nie ma możliwości, aby za pieniądze ktoś został przyjęty do pracy w „kombinacie”.
Rozmowa przechodzi na temat dojazdów do „przyszłej” pracy. - U nas zakład pracy nie dofinansowuje biletów. Ty będziesz miał, czym dojeżdżać z Legnicy? – pyta mężczyzna. Odpowiadamy, że zrobimy wszystko, aby mieć pracę. Można, przecież dojeżdżać busami. - My robimy też na Hucie w Legnicy. Nie wiem czy dla Ciebie nie będzie lepiej żeby załatwiać robotę w Legnicy. Będziesz miał na przykład 300 złotych mniej na wypłatę niż my na dole, ale dajmy na to, nie pójdzie 400 złotych na dojazdy.
- O podejrzanym procederze poinformował nas Tomek, legniczanin, który prosi o zachowanie anonimowości. – Od razu mi nie pasowało. Kiedy powiedziałem facetowi przez telefon, że nie mam doświadczenia, stwierdził, że to nic takiego – mówi. – Odpowiedziałem na jego ogłoszenie przez e-maila. Dość szybko otrzymałem odpowiedź z numerem telefonu tego człowieka i zadzwoniłem. Niewiarygodne, że wierzyłem, iż pracę znajdę w ten sposób – dodaje.
- Wczoraj ok. godz. 14.30 policjanci do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Policji w Lubinie zatrzymali 36-letniego mieszkańca powiatu lubińskiego, który jest podejrzewany o korupcję gospodarczą – mówi młodszy aspirant Karolina Hawrylciuk z zespołu profilaktyki społecznej. – Zatrzymany mężczyzna oferował pracę w jednej z firm, w której sam pracował. – dodaje.
Kara za takie przestępstwo wynosi do 5 lat pozbawienia wolności. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że w tej sprawie zgłosiło się już kilku pokrzywdzonych. Jak się okazuje zatrzymany mężczyzna nikomu nie załatwił pracy.
Marcin Romanowski


















